|
||||
|
||||||||
|
#1
|
||||
|
||||
|
Przeczytałam przed chwilą artykuł, w zasadzie krótki tekst o tym jak jedna pani, która zaczęła rodzić udała się w nocy do szpitala na porodówkę. Pojechała w nocy z mężem, ponieważ dopadły ją bóle i uznali, że to już czas.
Pod szpitalem spędzili pół godziny dobijając się z nadzieją, że im ktoś jednak otworzy. Niestety nie otworzył nikt i roztrzęsieni pojechali do innego szpitala. Napisane tam jest, że zostali skuszeni opiniami z internetu i okazało się to totalnym niewypałem Jakie Wy macie wspomnienia i skojarzenia z tym dniem? Czym się kierowałyście decydując się na ten konkretny szpital, położną czy lekarza? Ja mam bardzo dobre i miłe wspomnienia. Wszystko było super, dopięte na ostatni guzik. lekarze czy położne, pielęgniarki, każdy wiedział po co tam jest i co ma robić. Także, jestem bardzo zdziwiona takim podejściem do rodzącej. Oto ten tekst: "Rodząca kobieta nie dostała się w nocy do Szpitala Uniwersyteckiego im. dr. J. Biziela, choć izba porodowa miała dyżur. Dyrektor lecznicy jest zszokowany tym zdarzeniem. - Sprawdzę wszystkie informacje i ustalę, kto tutaj zawinił - obiecuje. Noc z niedzieli na poniedziałek, godzina 2.15. Michał Grossmann jedzie ze swoją żoną do szpitala. Na sobotę miała wyznaczony termin porodu. - Zaczęły się bóle, więc natychmiast postanowiliśmy jechać na porodówkę - relacjonuje mężczyzna. - Wybraliśmy "Biziela", bo ma dobrą opinię. Tamtejsi lekarze to świetni fachowcy, twierdzą na forach kobiety, które tam rodziły. Niestety, Grossmannowie nawet nie dostali się do lecznicy. - Żeby wejść do porodowej izby przyjęć, trzeba dzwonić. Na ten sygnał schodzi dyżurna położna. Tak poradził nam ochroniarz. Dzwoniłem cztery razy. Staliśmy pod drzwiami pół godziny. Nikt nie zszedł. Przerażony, że Karolina urodzi pod szpitalem, zabrałem ją do Miejskiego. W życiu bym się nie spodziewał, że tak można potraktować ciężarną - nie kryje oburzenia Grossmann. Kobieta do tej pory nie urodziła. Bóle się cofnęły, więc ze Szpitala Miejskiego ją wypisano. - Nasze pierwsze dziecko przyszło na świat w Szubinie. Tam są przemili lekarze, świetne położne. Lecznica niewielka, z klimatem. Jeśli żona w końcu zacznie rodzić, pojedziemy tam. Już nie będziemy eksperymentować z bydgoskimi molochami, gdzie nikt nie przejmuje się pacjentką - stwierdza nasz czytelnik. O zdarzeniu, jakie spotkało Grossmannów poinformowaliśmy dyrektora szpitala. Andrzej Motuk nie mógł uwierzyć, że coś takiego miało miejsce w lecznicy, którą kieruje. - Ponad dwadzieścia lat tutaj pracuję i nie pamiętam podobnej historii. Rodząca kobieta to świętość i trzeba ją przyjąć. Szpital przecież to nie budka ze śledziami, która działa tylko w wyznaczonych godzinach - mówi dyrektor. W Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 są trzy izby przyjęć: położnicza, ogólna i urazowa. - Szkoda, że ci państwo nie poszukali pomocy w izbie ogólnej. Na pewno ktoś by zainterweniował. I ci państwo nie musieliby przeżywać takiej traumy. Ale rozumiem, że jak człowiek jest w stresie i obawia się o życie, to raczej popędzi do innego szpitala, niż będzie tracił czas w tym, gdzie nie może nawet porozmawiać z lekarzem - mówi Motuk. Dyrektor zdeklarował, że osobiście porozmawia z poszkodowanymi i ustali kto tutaj zawinił. - Płacę dyżurnym za pracę i po prostu muszą ją wykonywać - stwierdza szef lecznicy. Grossmann jest mile zaskoczony reakcją dyrektora. - Jestem gotów z nim porozmawiać i opisać wszystko ze szczegółami. Nie mam nic do ukrycia. A może nasz przypadek zdyscyplinuje osoby, które tam pracują. Mariola Tuszyńska, rzecznik praw pacjenta przy Narodowym Funduszu Zdrowia przyznaje, że do tej pory takich skarg nie miała. - Mam nadzieję, że to niechlubny wyjątek. Może osoba pełniąca dyżur zasnęła? Albo dzwonek się zepsuł? Trudno mi gdybać, ale liczę że dyrektor skutecznie rozwiąże ten problem. Taka historia nie ma prawa się powtórzyć - podkreśla Tuszyńska." |
|
#2
|
||||
|
||||
|
świeżo po (heh, pół rolu, ale jak wczoraj) chętnie poopowiadam. jutro
![]()
__________________
Piotrula 20 X 2008 Marlenka 26 III 2010
|
|
#3
|
||||
|
||||
|
a ja nie wiem czy opowiadac, bo moje wspomnienia z tym dniem sa smuutne.
|
|
#4
|
||||
|
||||
|
Mimo pokusy oszczędzę Wam opisu całego porodu
Wszystko było jak należy, miło, szybko, z szasunkiem, informacją i zaufaniem. 2 minusy - lek, który przyjął mnie do szpitala zapytał czy czuję ruchy płodu (sic!) i cały czas nazywał mojego pchającego się na świat synka "płodem" - niesmaczne. A położna przecięła pępowinę, z rozpędu, choć mój mąż stał w rękawiczkach, tej szamtce na buzi z wyciągniętąpo nożyczki ręką. Bywa....![]() A perełki? Śmiali się ze mnie bo: - poprosiłam, żeby jak mały ze mnie wyjdzie na pewno go złapali, żeby się nie uderzył - gdy zabierali go na ważenie trzy razy prosiłam, żeby były ostrożne i uważały na Piotrusia - w ostatnich chwilach porodu, gdy powiedziałam, że kurcze, to dopiero pierwszy poród, a jeszcze dwa przede mną, gin śmiał się, że coś za łatwo mi to przychodzi, skoro podczas skurczy partych myślę o kolejnych ciążach - zaraz po porodzie mogłabym rodzić znów - cudowne przeżycie!
__________________
Piotrula 20 X 2008 Marlenka 26 III 2010
|
|
#5
|
||||
|
||||
|
Ale wiecie co, noc przed porodem spędziłam na porodówce, bo wody odeszły mi dzień wcześniej i gdy słuchałam tych krzyków, wyzwisk z sąsiednich sal...bosze! rzeźnia!!!
![]() ![]() ![]()
__________________
Piotrula 20 X 2008 Marlenka 26 III 2010
|
|
#6
|
||||
|
||||
|
To może i ja napiszę o moim porodzie :P to wspomnienia w niecałe 3 dni po:
"Poród był w miarę OK, po 11 dostałam kroplówkę, po 15 przyszły skurcze, po 16 odeszły wody, po 19 zmieniła sie położna z zołzowatej na super babeczkę, dzięki której raz dwa zaczęło się wszystko toczyć, nagimnastykowałam się przy porodzie, że śmiać mi się chcę, ale jakoś dałam radę. Najgorsze były te skurcze przed partymi, parte to już pesteczka. Mężuś dał radę i był przy porodzie. Kochany jest" :P
__________________
http://www.allegro.pl/show_user_auct...hp?uid=4045374 |
|
#7
|
||||
|
||||
|
Karbara co do rodzenia znów, to ja miałam podobnie
. jak już jechałam na salę po porodzie, to smiałam się, że mogę rodzić raz jeszczem bo nie było źle. A lekarz po porodzie zapytał gdzie mieści się ta dobra szkoła rodzenia, do której chodziłam, bo pród był przykładny ale najlepsze było to, że ta szkoła rodzenia nie mieści się nigdzie, bo nie chodziłam na zajęcia do szkoły rodzenia. Lekarz był w szoku, tym bardziej, że to był mój pierwszy poród ![]() A koleżanka, która leżała ze mną na patologii ciąży ( Po terminie tak jak ja), dzień wcześniej miałam kroplówkę i kompletnie nic. Później nast. dnia mnie wzięli na salę, a później ją, ona powiedziała, że jak ja zacznę rodzić to i ona na pewno i wiecie co? Urodziła 10 minut po mnie, a rodziłyśmy na śąsiednich salach oddzielonych tylko żaluzjami ![]()
__________________
http://www.allegro.pl/show_user_auct...hp?uid=4045374 |
|
#8
|
||||
|
||||
|
Niewiarygodna ta historia z izbą przyjęć
![]() Ja leżałam pod koniec ciąży na patologii, z powodu cholestazy. Mieli wywoływać poród, ale zajęło im 2 tygodnie, nim się "zebrali w sobie" A jak już wywołali, to i tak nieskutecznie Skurcze były jak miałam podłączoną oksytocynę, a potem przeszły. Wróciłam na patologię z Lusią w brzuszku, po całym dniu spędzonym na zbiorowej sali porodowej (tylko parawany były dookoła). Naoglądałam się, nasłuchałam, wystraszyłam ![]() Ten szpital wybrałam ze względu na to, że miał dobrą opiekę neonatologiczną - moja cholestaza stanowi zagrożenie dla życia dziecka i matki. Okropnie było na tej patologii, ten szpital to taki zaścianek PRLu, i jeżeli chodzi o wygląd, jak i o zachowanie personelu. A poród zaczął się sam w piątek 2.11. o 5 rano, tzn o tej godzinie obudziły mnie skurcze Poleżałam w łóżku do 9, był obchód, powiedziałam lekarzom że coś się chyba dzieje, to 3 godziny minęły nim ktoś raczył mnie zbadać O 12 baba zaordynowała, że zaczął się poród i mam iść na porodówkę.Na porodówce było cholernie nudno, poród się dłużył, kobity rodziły, cesarki jedna za drugą (z dziesięciowo dzieci urodziło się na moich oczach - wizualnie to ja wolę poród naturalny, niż CC ) a ja łaziłam jak ta błedna owca. Potem jakiś czas chodziłam po korytarzu z mężem, jakieś prysznice, takie tam. Strasznie się ślimaczyło. O 19 mąż zaczął zbierac się do domu, bo położna powiedziała, że przez północą nie urodzę. I wówczas pojawiła się nowa położna ![]() Zbadała rozwarcie - 5 cm. Zawołała studentki, kazała mi turlać się z nimi na piłkach. Chwila minęła - a już miałam 10 cm Super są te piłki ![]() Zbadała mnie, trochę pożartowałyśmy, zapytała czy chcę rodzić z ochroną krocza - co mnie zaskoczyło, szpital-rzeźnia, a tu taka propozycja. Studentki przytargały materac, położna biedna położyła się na ziemi, a ja na kuckach, jakbym siku w krzakach robiła ![]() Lusia urodziła się po 2 skurczach partych Przy czym nie parłam ani razu Położna tylko na mnie krzyczała: "niech pani nie prze, niech pani nie prze" - a ja jej odkrzykiwałam: "nie mogę się powstrzymać, nie mogę się powstrzymać" Śmieszne to było, bo się naczytałam różnych historii o parciu Bałam się że nie będę potrafić przeć I dalej nie potrafię, bo nie miałam okazji (mam nadzieję, że przy drugim porodzie też będę rodzić w pozycji wertykalnej i obędzie się bez parcia).Krocze ochronione w 100%, ani jednego pęknięcia - to super sprawa, dziecko się rodzi i od tego momentu zero dolegliwości. Rano wstałam i sobie żartowałam, że mogłabym z miejsca pojechać na przejażdżkę rowerową po mieście To wszystko poszło tak szybko, że masakra! Pediatra z odziału noworodkowego, który jest tuż obok, ledwo zdążyła przybiec Koleżankom z patologii, które stały pod porodówką, niezłego nerwa narobiłam, myślały że coś się stało i dlatego ten lekarz tak gna na zbity pysk ![]() A mąż to tyle, że zdążył do domu dojechać i buty zdjąć - dopiero co było rozwarcie na 5 cm i długie godziny porodu przede mną - a tu już Lusia na świecie. Śmiesznie było, bo po porodzie zadzwoniłam do niego: Ja: Cześć. Mąż: Cześć. Cisza. Mąż: Znów ci przeszło? On biedny myślał, że podobnie jak na wywołaniu - skurcze mi przeszły I że znów nici z narodzin Lusi Kompletnie się nie spodziewał.Po co to piszę? Fajnie tak sobie powspominać ![]() A poza tym chciałam poruszyć temat dobrej położnej. Dobra położna potrafi zdziałać cuda. Ta na którą trafiłam (pani Kasia I te dwie studentki to też była Kasia i Kasia - w sumie trzy Kasie widziały narodziny Lusi ) to po prostu była położna z powołania. Ile ona mi bólu oszczędziła, w czasie porodu, i po. Jaka ona była kochana, jakie zaufanie budziła. Była ciepła, ale bardzo konkretna: nie chodziłam do szkoły rodzenia, a tak tłumaczyła, że nie było wątpliwości co i jak.No i zależało jej na tym, żebym mniej cierpiała, żebym się nie wycieńczyła, żeby Lusia była mniej umęczona - kosztem swojej wygody. Gdyby takie były wszystkie położne... Gdyby takie były wszystkie położne, to stawiam, że prawie nikt by nie chciał cesarki na żądanie. Bardzo dobra kobieta. |
|
#9
|
||||
|
||||
|
Ale mi długi post wyszedł - sorki
![]() |
|
#10
|
||||
|
||||
|
Eeee Chemicak, sprawa cc na żądanie to nie sprawa położnej. Ja w mojej wczesnej młodości jak się dowiedziałam jak dzieci przychodzą na świat to powiedziałam sobie, że nigdy w życiu, chyba, że wymyślą cos rozsądnego do tej pory.
Przez cały czas miałam i dalej mam ogromny strach do porodów naturalnych, nic na to nie poradzę. Tak mam, jakoś w głowie mi się ta sprawa nie poukładała. Dla mnie to jest kosmos jakiś i nie wyobrażam sobie naturalnego porodu w moim wykonaniu. ponieważ alternatywą jest cco to się zdecydowałam. Ale..karbara i Ilonar, Chemical, miałyście szybkie porody, dobrze, że tak się ułożyło bo czasami jak gdzies czytam to porażka. Czakus, jak nie chcesz to nie opisuj, chyba, ze Twoja historia może przedstawić jak wygląda poród właśnie gdy nie jest tak pięknie, szybko i kolorowo. Jeżeli jednak będziesz opisywać to chętnie przeczytam. Ja ponieważ miałam cc to wszystko poszło tak jak miało być. F urodził się w ciągu 20 minut od wejścia na salę do cc Pozszywali mnie i byłam wolna.W sumie interesowało mnie tylko czy dziecko jest zdrowe i czy wszystko w porządku. Ze szpitala wyszłam po 2 dobach. Lekarze i pielęgniarki na najwyższym poziomie, no ale rodziłam w szpitalu prywatnym. Zdecydowałam się na ten a nie inny szpital z opinii innych dziewczyn tam rodzących. Tam też wybrałam lekarza prowadzącego. Oczywiście gdy ciąża była zagrożona, lub coś miało być nie tak z dzieckiem to bym się udała do szpitala z zapleczem do obsługi wcześniaków ale wszystko było idealnie to rodziłam tam. |