|
||||
|
||||||||
|
#1
|
||||
|
||||
|
Lekarze nie dzielą się na prywatnych i państwowych rzecz jasna ale jakoś tak się składa że dostęp do lekarza leczącego prywatnie lub państwo jest całkiem różny, co lepsze, lekarz będący tym samy lekarzem zmienia się w zależności od tego gdzie nas przyjmuje.
Obskurny szpital, zatęchły, pamiętający lata 60te a sprzęty lata 70-te czy tez świeżutki gabinet z nowym osprzętowaniem. Lekarz leczący w tych dwóch miejscach zachowuje się zupełnie inaczej. Mieliśmy taką sytuację, ze zadzwoniłam do przychodni w celu umówienia syna na wizytę (państwowo), okazało się, że miejsc brak i najbliższe wolne jest za kilka dni. Zadzwoniłam później, stwierdziłam, że zapytam, nóż widelec coś się zwolniło, miejsc niestety dalej nie było, powiedziałam w takim razie, że to będzie wizyta prywatna, miejsce się znalazło Ha! I wcale nie byłam wepchnięta na początek lub koniec przyjmowania lekarza ale normalnie pośrodeczku, w godzinach przyjęć. Poza tą jedną przychodnią korzystam tylko z prywatnego lecznictwa, oczekiwanie na wizyty do lekarzy specjalistów dziecięcych to masakra. Skierowania od jednego do drugiego, limity, godziny, pierdoły, nie mam ochoty się męczyć. Raz próbowałam się dostać do kardiologa i na echo serca. Skończyło się na wizycie prywatnej w prywatnej przychodni. Lekarze pracujący w tej przychodni pracują też w normalnych państwowych szpitalach. Lekarze mili, sympatyczni, cud, miód... Poza tym z prywatnego lecznictwa korzystam od bardzo dawna, prawie nigdy nie zdarzyło mi się trafić na niemiłego czy gburowatego lekarza, zawsze są mili, uśmiechnięci i odpowiadają na moje pytania i wątpliwości. Jak mówię, że czytałam coś w necie to się do tego ustosunkowują i nie wyśmiewają. Dlaczego w naszym cudnym kraju nie można przyjąć innego systemu ubezpieczeń zdrowotnych? Co też stoi na przeszkodzie, żeby można było się ubezpieczyć w prywatnym ubezpieczycielu i żeby on płacił moje rachunki za wizyty? Dlaczego muszę płacić ZUS skoro w większości w ogóle nie korzystam z prywatnego leczenia? Ani ja ani moja rodzina. Link do artykułu, który mnie zainspirował: http://www.edziecko.pl/rodzice/1,793..._nie_ufam.html |
|
#2
|
||||
|
||||
|
Nasz pediatra przyjmuje bez żadnego problemu, oczywiście na NFZ, prywatnie nie chce wcale przyjmować, bo twierdzi, że nie będzie zdzierał z ludzi... Ufam mu. Pamiętam, jak jakiś czas temu mieliśmy problemy z Jasiem, a lekarz nie przyjmował akurat w Ośrodku Zdrowia, zadzwoniliśmy do lekarza, który przyjmuje prywatnie, lekarz kazała przyjechać, ale powiedziała, że nie wie, czy nas przyjmie ( wielka pani ordynator w naszym szpitalu!). Nie przyjęła nas w końcu, ponieważ stwierdziła, że ma za dużo pacjentów prywatnie, a ona po godzinach nie będzie siedziała, w szpitalu też lekarz kazał nam wracać do domu, bo prędzej jakieś świństwo się przyplącze, niż nam pomoże i tak Jasiek męczył się przez cały weekend, od piątku wieczorem do poniedziałku rano... Polska służba zdrowia.
Co do tego, co napisała Pete chodząc do ginekologa prywatnie i państwowo odczułam ogromną różnicę, zważywszy, że byłam u tego samego lekarza, na NFZ to raz, raz, badań nie zleci, bo i po co, a po co te pytania, a ona nic nie wie i takie tam, a prywatnie to glancuś, lekarz milutka, uśmiechnięta, o wszystkim powie, wszystko wyjaśni... Paranoja, ale jak zgarnia się 80 zł za zwykłą wizytę polegającą np. na wypisaniu recepty, nawet bez zbadania, to wybaczcie, też byłabym milutka... :/
__________________
http://www.allegro.pl/show_user_auct...hp?uid=4045374 |
|
#3
|
||||
|
||||
|
hmmm....
powiem tak - chodze prywatnie kiedy muszę bo na przykład pilna sparawa a termin państwowo długi - wtedy prywatnie. natomiast kiedy moge poczekac z wizyta to rejestruje w przychodni i... czekam cierpliwie na wizytę. jednak z praktyki powiem że z dziecmi zawsze trafiam prywatnie. bo zawsze cos pilnego mam. prawda jest taka że nawet ten sam lekarz gbur w przychodni u siebie w gabinecie jest zazwyczaj bardzo miły i przystepny i nie przyjmuje na "odczep się". tak juz u nas jest i nie sądzę by prędko się zmieniło mimo składek które płacimy nie wiadomo na co.
__________________
|
|
#4
|
||||
|
||||
|
To może i ja zabiorę głos
![]() Nie leczymy się na NFZ i dla mnie jest to najgorsze co nas może spotkać , już wyjaśniam dlaczego... Ośrodek na NFZ mamy nie daleko -10 minutek spacerkiem a tam; *nigdy wolnych miejsc dla dzieci zdrowych -terminy od 7 dni... nie ma że pilne *pediatra przyjmuje dziennie ok. 80 dzieci... *panie w rejestracji zachowują się jak bożki którym trzeba się kłaniać aż do stóp, do okienka nie chce im się pochodzić bo po co? lepiej krzyknąć "zaraz... " i temu podobne W kwestii wizyt u pediatry... *na wizytę patronażową z wcześniakiem musiałam sama przyjść !!!!!! ludzie myśleli że mam lalkę na rękach a ja nie wiedziałam że pani szanowna ma obowiązek przyjść do mojego domu ... *przepuklina pępkowa taka duuuuuuża nie zauważona *zbyt wysoka bilirubina nie zauważona *szmery w serduszku nie usłyszane Naturalnie o skierowania trzeba prosić - mam na myśli rzeczy oczywiste !! Wizyty w dosyć szybkim tempie... Panie z rejestracji są na tyle inteligentne że wyślą matkę z dzieckiem zdrowym do części dla chorych -żeby było szybciej ... O ginekologu z tego samego ośrodka szkoda gadać tak samo jak o jego gabinecie z PRL-u... podejście jak do nie wiadomo kogo. Leczymy się w ramach abonamentu w jednej z większych klinik ale ... szczerze mówiąc tam też nie ma czasem szału... bo trafiam na pediatrę która od razu mi dzieciaka małego na RTG płuc wysyła na moje pytania dlaczego, po co i czy konieczne - OBRAŻA SIĘ! Inna zaś nie słucha o dolegliwościach dziecka ale bawi się jego zabawką ... Mimo wszystko wolę chodzić prywatnie bo mam wybór lekarza (omijam tych kosmicznych) to, czego na NFZ bym się nie doczekała tam mam nawet w 3 dni i jeszcze do mnie dzwonią z pytaniem czy mi godzina wizyty odpowiada. Gabinety nie straszą już przy wejściu. Szkoda tylko tej kasy która co miesiąc idzie na składkę a ja i tak płacę za wizyty prywatne... tom się wyżyła ![]()
__________________
|
|
#5
|
||||
|
||||
|
Ja państwowo chodzę tylko do dzieci zdrowych na szczepienia (a i tak większośc miałam wykupowanych - płatnych). Kobietki są miłe, uprzejme, normalnie jak u prywaciarza
Pielęgniarka robiąca zastrzyki to już w ogóle cud-miód, zagada do malucha, wkłuwa się delikatnie (raz była inna w zastępstwie, to mam porównanie), nie powie złego słowa jak się dziecie zsika na wagę, tylko w żart obróci . Lekarki zalety niestety na uśmiechaniu i byciu miłą się kończą: nic co tam nam zaleciła nie przyniosło efektu. Dlatego się swoim rozumem kieruję przy kierowaniu Lusi na szczepienia, jak coś jest niewyraźna to nie idę i tyle.Za to kolejki są nieprzyzwoite do poradni dzieci zdrowych! U nas się rejestruje w piątki na cały przyszły tydzień. Nie idzie się dodzwonić, a jak się uda to się słyszy że nie ma miejsc. Nie raz 4 tygodnie próbowałam bez skutku. Nie chcę mieć okazji odwiedzin w poradni dzieci chorych: tam dopiero musić być sajgon. A i tak to ZOZ niepubliczny i się pozmieniało na korzyść w stosunku do tego, co było wcześniej. l Do dentysty czy ginekologa to mi nawet na myśl nie przyszło iść państwowo W szpitalu jak zobaczyłam fotel ginekologiczny to nie wiedziałam gdzie góra a gdzie dół - jakies stalowe pałąki Skapnęłam się, bo od jednej strony był stołeczek-podest ![]() Co do składek to mam identyko przemyslenia jak Pete.
__________________
|
|
#6
|
||||
|
||||
|
Kurcze-ja chyba żyję winnym świecie. Albo ja jakaś zacofana i niewymagająca jestem...sama nie wiem.
Owszem gin, dentysta prywatnie, kardiolog też. Każdy z innego powodu, no ale to bez znaczenia. Natomiast z młodym chodzę do przychodni, prywatnej ale na kontrakcie NFZ. Miłe panie, dobry lekarz, rejestracja całą dobę, godziny pracy do 18-tej, sobota otwarte; noce, niedziela i święta - dyżur lekarza. Nie mam się czego czepić. Rejestracja na godzinę i punktualne przyjęcie. Badania na miejscu, skierowania bez kłopotu Może zaproszę Was do siebie? Może czasem trzeba poszukać dobrej przychodni? Ja do mojej mam ze 40 min pieszo, choć na osiedlu pod nosem mam inną, ale warto mi wsiąść w auto, czy przespaerować się. A i w ogóle wielu prawdziwych lekarzy, takich przez "L" spotkałam. W szpitalach, przychodniach...Wiem, szczęściara ze mnie ![]()
__________________
Piotrula 20 X 2008 Marlenka 26 III 2010
|
|
#7
|
||||
|
||||
|
hej
![]() a ja tak: lekarz pediatra - nacudowniejsza na świecie pani Anna Czyżewska z poradni na CHełsmkiej - poradnia publiczna, wszystkie pielęgniarki cudowne, przychodnia czyściutka, wyremontowana i kolorowa ![]() na wizytę u dzieci zdrowych czeka się 3 tygodnie, ale cóż zrobić, skoro tyle dzieci na mokotowie??? u chorych - byłam dwa razy, są numerki = puściutko, przychodzi się na godzinę, wizyta idzie sprawnie.. jestem zachwycona przychodnią reszta - wszystko prywatnie, wiadomo dentysta, ginekolog itd. a w ogóle to niestety ale nienawidzę lekarzy, przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale ma tak fatalne doświadczenia (choroby rodziców) ze służbą zdrowia, że instynkty mordercze się we mnie odzywają |
|
#8
|
||||
|
||||
|
Na przychodnię gdzie chodzę z F też nie mogę narzekać (wizyty na NFZ). Umawianie wizyt na telefon przez cały tydzień, wizyty wyznaczane na godziny, itp, w zasadzie nie ma się czego czepnąć. Zauważyłam jedynie taką prawidłowość a może raczej nieprawidłowość to jest, że gdy zgłasza się ktoś kto chce dać za wizytę żywe pieniądze to wizyta się znajduje mimo wcześniejszych braków terminów, poza tym panie w recepcji są jakby sympatyczniejsze nieco, ogólnie są ok no ale...kasa czyni, że mają uśmiech na twarzy
![]() Schody zaczynają sie gdy potrzebny jest specjalista dziecięcy, wszystko jedno kto, kardiolog, laryngolog czy ktokolwiek inny ze specjalizacja...Dostałam niby skierowanie do laryngologa dziecięcego ale gdzie takowy przyjmuje to już mi nie powiedzieli w przychodni ( u nich nie ma jest tylko pediatra jeśli idzie o dziecięcych lekarz). Zadzwoniłam na podany numer do NFZ i oczywiście nikt nie odbierał telefonu. Dzwoniłam kilkanaście razy dziennie przez kilka dni. W końcu zadzwoniłam do przychodni rejonowej żeby moż tam się czegoś dowiedzieć. Pani od razu stwierdziła, że w NFZ to normalne, ze nie odbierają więc w sumie nie wiem czego oczekiwałam. Co do laryngologa to u nich nie ma i trzeba w szpitalu szukać, ale zanim poszukam to muszę mieć skierowanie, Ja mam. Dzwonię więc do szpitala wskazanego przez panią z przychodni. Pokazuje się, ze w tym szpitalu nie przyjmują dzieci z tej dzielnicy w której mieszkam. Dzwonię do drugiego. Przyjmują ale muszę mieć skierowanie od lekarza, mówię, że mam, oni pytają czy skierowanie jest z przychodni rejonowej czy innej, mówię, ze innej, oni na to, że przyjmują skierowania tylko z przychodni rejonowych (tu podają mi dwie rejonowe przychodnie z mojej dzielnicy), hmmm mówię, no to w takim razie nie mam z rejonowej, ale pytam tak na wszelki wypadek jak już owe skierowanie zdobędę, czy mogę się zapisać wtedy i na kiedy są terminy. Pani mówi, ze mogę się zapisać w grudniu dopiero bo w tym roku limity wyczerpane i nie zapisują na przyszły rok, tak więc mam dzwonić w grudniu. Działo się to w czerwcu. Zadzwoniłam do przychodni prywatnej specjalistycznej, termin miałam za tydzień. Wykonano na miejscu wszelkie badania jakie miały być zrobione. Na co miałam czekać z chorym dzieckiem?? Na grudzień żeby mnie zapisali i może na następny czerwiec na wizytę???? |
|
#9
|
||||
|
||||
|
Specjaliści to faktycznie problem.
W ciąży musiałam zbadać serce moje ciut wadliwe, koniecznie między 15 a 18 tyg. ciąży (sama nie wiem dlaczemu akurat wtedy, noa le miałam to na piśmie) i wiecie co? pewnie wiecie. W żadnej z 3 przychodni nie umiałam tego pani w rejestracji wytłumaczyć. Powtarzały jak mantrę: limity, kontrakt...itd. Pierwszy wolny termin miałam na listopad. Termin porodu na październik! Oczywiście plecy, znajomi, bombonierka...ale czy tak być powinno? O składkach ZUS i w ogóle samym ZUSie nic nie powiem. Bo nie przeklinam.
__________________
Piotrula 20 X 2008 Marlenka 26 III 2010
|
|
#10
|
||||
|
||||
|
a mnie dzis szlag trafił jak dzwoniłam do przychodni!
syn miał byc szczepiony w marcu na odrę/świnkę/różyczkę. poszłam w marcu i mnie poinformowano że szczepionek nie ma bo sanepid zawalił, nie dał i nie wiadomo kiedy będą. potem w maju i czerwcu znów sie tylko przeszłam do przychodni bo w rejestracji pani powiedziała że są a jak poszłam to juz szczepionek brakło. więc mówie że może kupię sama na swój koszt jakiś zamiennik bo nie wiadomo kiedy się sanepid zreflektuje i da szczepionki. Więc lekarka żeby nie kupować, że szkoda kasy skoro nie ma epidemii i mozna poczekac. posłuchałam . w lipcu nadal echo - szczepionek nie ma. wczoraj patrzę do skrzynki - pilne wezwanie na szczepienie i pięć wykrzykników na końcu! no jakbym nie wiedziała że już dawno powinnien być młody szczepiony. jutro mam wolne więc dzwonię dziś do rejestracji i pani mi mówi że mój lekarz na urlopie a inny nie przyjmie nie swojego pacjenta bo jest tylko jeden lekarz, wszyscy na urlopie. więc pytam pani grzecznie po jaką cholere to pilne wezwanie skoro miejsc nie ma... oczywiście nie bardzo umiała mi to wytłumaczyc. kazała dzwonić w piątek "może" uda się zrejestrowac na nastepny tydzien. no ręce opadają! ![]() a co do specjalistów to tylko prywatnie bo terminy państwowo takie żeby człowiek zdążył 3 razy umrzeć. i wiecie co śmieszne bo mam szpital z wszystkimi prawie specjalistami dosłownie 3 bloki dalej jak mieszkam.
__________________
|