|
||||
|
||||||||
|
#1
|
||||
|
||||
|
czy nie umyta podłoga nie daje Wam spokoju,niewyniesione śmieci spędzają sen z powiek,niezrobienie porządków psuje całe święta,krzywo ustawiony przedmiot na półce musicie poprawić.jednym słowem wszystko musi lśnić i być na tip top,bo nie możecie przestać o tym myśleć?
|
|
#2
|
||||
|
||||
|
mój mąż mówi na mnie Monk(jak ten detektyw z filmu,z nerwicą natręctw)ja tak już mam od dziecka,gdy odwiedzając koleżanki robiłam im porządek w pokoju.dziś mam co dzień stały schemat prac domowych,które muszę dla własnego spokoju zrobić.nie ma mowy o ziarenku piasku na podłodze,czy zabrudzeniu,o kurzu na ekranie TV,o niewyniesieniu śmieci,o brudnej wannie,czy toalecie.już nie wspomnę o odbitych na meblach palcach,okruchach na stole.w zlewie od razu po jedzeniu pozmywać trzeba.jak dzieci,czy mąż coś przestawią na meblach to muszę to poprawić,bo mnie w oczy kole.po jedzeniu muszę umyć zęby,po korzystaniu z toalety umyć się,gdzie trzeba.codziennie ogolić nogi i wykąpać się czasem mnie to męczy,ale jak mam tak,że muszę to zrobić i koniec.i nie ma,że potem,czy za chwilę.jak w ciąży byłam i lekarz kazał mi leżeć to spytał,gdzie się urodziłam,ja na niego spojrzałam pytająco,nie wiedząc,o co mu biega.ale potem powiedział:"śląska baba i dzień bez sprzątania,to dzień stracony"-trafił
![]() ktoś z Was to zna z własnego przykładu? Ostatnio edytowane przez scarlett ; 19-01-2010 o 18:08. |
|
#3
|
|||
|
|||
|
Szeflorka, to TY masz codziennie niezły zapierdol!!!
mam jakies swoje odchyły i natręctwa, ale przy Twoich to pikusie ![]() |
|
#4
|
||||
|
||||
|
no nerwica natręctw jak nic
![]() nie ja tak nie mam, mam tylko pytanie, czy to wszystko sprawia Ci przyjemność? Ja mam teściową "demona czystości", kobieta nie pracuje tylko "prowadzi dom", sprząta dużo ale przy tym narzeka bardzo że musi to robić, a to dla mnie już dramat, bo wystarczyłaby 1/3 tego co robi aby było czysto, a nie musiałaby narzekać. ale jeżeli ci to sprawia przyjemność, w jakiś sposób uszczęśliwia to czemu nie jak ty jeszcze przy dwójce dzieci i tej swojej "przypadłości" znajdujesz czas na banglę u mnie wszystko tak raczej w normie, raz w tygodniu w sobotę generalne sprzątanie, czyli odkurzanie, mycie podłóg, ścieranie kurzy, toaleta całej łazienki. Naczynia myję codziennie, choć przyznam że są sytuacje w ciągu dnia, że coś tam sobie w zlewie zalega. Śmieci mąż wyrzuca codziennie, wiadomo jak to przy pieluchach. Teraz zimą jak się dużo wnosi do domu, to wiadomo podłoga w przedpokoju myta jest kilka razy dziennie. A co higieny własnej - kąpię się raz dziennie wieczorem, rano tylko odświeżenie w miejscach nefralgicznych, ząbki 3 razy dziennie, rączki bardzo często, wszystko w normie ![]() Latem według potrzeb ![]() a co do natręctw to mam też coś takiego jak Ty, a mianowicie wszytko ma swoje miejsce w domu i jak mi ktoś coś przestawi, abo położy nie tam gdzie trzeba to dostaję w sobie palpitacji, no i muszę przestawić po swojemu, nie potrafię patrzeć spokojnie jak coś leży nie na swoim miejscu i ogólnie muszę mieć na meblach wszystko estetycznie. Aż się boję co będzie jak mała podrośnie i zacznie wszystko przestawiać - mama w psychiatryku Ostatnio edytowane przez mama_emilki ; 19-01-2010 o 19:31. |
|
#5
|
||||
|
||||
|
wiecie,daję radę,mam już wszystko poukładane w ciągu dnia.
ja tak mam od dziecka i u mnie musi być czysto. ja wstaję wcześnie,gdy mała wychodzi do przedszkola,wozi ją mąż około 7-mej,potem jedzie do pracy. małej nie odprowadzam,bo mam daleko do przedszkola,a trudno żeby w mrozy z dzieckiem latać i z wózkiem.latem to będę ją sama prowadzić dużo później,bo wtedy to będzie fajny spacer.małą przywozi teściowa,która pracuje w przedszkolu. maluch jeszcze wtedy śpi,to mam czas na ogarnięcie mieszkania. zajmuje mi to niewiele czasu.wsyp mam na klatce i śmieci wyrzucam w 30 sekund.kiedy mały się budzi to poranna toaleta,śniadanko,trochę zabawy.zazwyczaj po 2 godz.znowu zasypia.mam wtedy czas dla siebie.zwykle nastawiam obiad,porobię wokół siebie.trochę na bangla. sprzątanie nie zajmuje mi wiele czasu,grunt to mieć jakiś plan i go realizować.teraz jest łatwiej,bo jestem na macierzyńskim.jak pracowałam,to wszystko robiłam wieczorem,gdy dzieci położyłam spać.wtedy już mało czasu dla siebie zostawało.nie sprawia mi to wszystko problemu i nie narzekam zbytnio |
|
#6
|
||||
|
||||
|
Powiem tak, jak nie mieliśmy dzieci to wiadomo prządek był w chacie cały czas ale teraz przy dwójce, to zwyczajnie sobie niektóre rzeczy odpuszczam, nie wycieram codziennie odcisków łapek na drzwiach balkonowych bo bym dostała chyba nerwicy że czyszczę a za minutę jest to samo, wiadomo łazienka musi być czysta, codziennie odkurzam dywan a wieczorem sprzątanie zabawek , ale na niektóre rzeczy przymknęłam już dawno oko, wolę iść na plac zabaw, albo pokarmić kaczki niż tylko ze szmata ganiać i w nerwicę wpadać
![]() |
|
#7
|
||||
|
||||
|
ja dbam przede wszystkim o podłogi,bo mi w nawyk weszło,jak córka zaczynała raczkować.wtedy codzienne wycieranie,żeby mała miała czysto do zabawy.u mnie nie ma dywanów,których jestem przeciwniczką(roztocza) i szybko idzie sprzątanie.mała ma mały dywanik do siedzenia.niedługo synek zacznie się poruszać po podłodze,więc nie jest dla mnie problemem,żeby wycierać nawet parę razy dziennie,jak 3-ba.córka ma 4 lata ięc też jeszcze coś rozleje.najbardziej lubi się bawić na podłodze,nie tylko siedzieć na tapczanie.
latem to wiadomo,ja też wolę z dziećmi na podwórko iść,jechać nad wodę,ale zimą to się idzie na chwilę i głównie w domu się przebywa. w pokoiku małej też wszystko ma swoje miejsce,są pojemniki na zabawki,półeczki.córka sama sprząta,ja jej trochę pomagam.w przedszkolu tez jest zasada,że dzieci po sobie sprzątają. nie ma też zbyt wielu zabawek-część jest schowana i po jakimś czasie zamieniam i wtedy znowu bawi się w najlepsze.ja to już zauważyłam,że jak miała wszystko powyciągane,to się wieloma zabawkami nie bawiła. w naszym pokoju też nie ma nadmiaru gratów.dzieci nie sięgają do półek. to wszystko jest do opanowania. |
|
#8
|
||||
|
||||
|
szefolka to ja cię podziwiam kobieto!
Ja tak nie mam, czasem żałuję że mi sterta prania nie przeszkadza i gary w zlewie , jak padam na pysk po pracy to mam to gdzies i leżą do nastepnego dnia, oczywiście nie codziennie , ale tak bywa. raz w tygodniu generalne porządki, wieczorem kapanie, zęby po głównych posiłkach. wszystkomw normie. Natomiast mój 11 letni syn to maniak i sama go tak wychowałam. myłby ręce 100 razy dziennie (jak miał 4-5 lat uczyłam go że wszedzie sa bakterie i tak muzostało) Jak szklanka z piciem stoi powyżej 20 minut to juz z niej nie wypije, w ogóle 2 razy z tej samej nie wypije, wystarczy mała plamka na koszulce i juz trzeba go przebrac, tak miał od 4 roku zycia, darł się wn iebogłosy jak tylko sie czyms pochlapał czy poplamił. wszystko co ubrane 1 raz nawet tylko po domu ląduje w praniu bo "brudne" i juz nie założy. wedlina na drugi dzien już jest stara. ach........
__________________
|
|
#9
|
||||
|
||||
|
tak samo jak moja,też nie lubi w poplamionych ubraniach chodzić,sama do kąpieli woła,że chce.ja myślę,że to dobrze,że jej zostanie nawyk i nigdy się nie zaniedba.jak była mała to,jak ręce ubrudziła zaraz myć chciała-teraz już tak nie przesadza,ma 4 lata.jednak samodzielnie chce myć ręce,zęby,wycierać pupkę.będzie samodzielna i będzie o siebie dbać.czasem mnie rozśmiesza-jak wróci z piaskownicy to siada i czyści stopy z piachu,nawet między paluszkami
![]() jedyny problem z czesaniem i myciem głowy,ale ma mocno kręcone włosy i się kołtunią,więc nie znosi,jak ją coś zaciągnie. co do sprzątania-odkąd mam dzieci,to u mnie norma,że częściej 3-ba myć podłogi itp i tak będzie dopóki nie podrosną.znam z pracy taką matkę,co jej nie przeszkadza,że syn kanapką z masłem po ścianie brudzi,że kozy z nosa w fotel wyciera -ja może przesadzam,ale w tym dobrym kierunku |
|
#10
|
||||
|
||||
|
Pinklady-widzisz-nasze dzieci przynajmniej z higieną na bakier nie będą
![]() |