Uwielbiam rivanol - jako taki. W naszej rodzinie używany od pokoleń, niezmiennie ulubiony. To żółty barwnik, działający zabójczo na bakterie (szczególnie gram dodatnie) i pierwotniaki. Świetny do odkażania świeżych ran, ale wielokrotnie ratowaliśmy za jego pomocą rozmaite "niedopilnowane" rany, często już ropiejące.
Rivanolum dostępne jest w aptekach w formie tabletek, roztworu i żelu. Nie lubię tabletek - zawsze, jak na złość, gdy potrzebowałam przyrządzić roztwór to okazywało się, że nie mam czystej (przegotowanej) wody do przyrządzenia roztworu. Do tego zawsze trzeba było ubrudzić szklankę, często łyżeczkę - średnio komfortowe w użyciu.
Roztwory rivanolum to zupełnie inna bajka. Super wygodne - przemywasz ranę albo robisz okładzik za pomocą jałowego gazika. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę - to okres ważności po otwarciu buteleczki: najczęściej tylko 1 miesiąc. Ale majątku nie kosztuje, można co jakiś czas kupować nową, świeżą flaszkę.
No i rivanol w żelu - Rivel. Początkowo wydawał mi się ciekawym pomysłem. Przeciętnej wielkości aluminiowa tubka zamykana plastikową nakrętką. Nakrętka trochę szajsowata - w pewnym momencie urwał się w niej gwint: żółty, farbujący wszystko żel wylewający się z niezakręconej tubki to coś, czego tygryski bardzo nie lubią :)
Sam żel ma przyjemną, chłodzącą konsystencję. Jest średnio gęsty - ładnie trzyma się tak palca, jak i rany. Wydajny - bardzo. Nakłada się go tyle, ile potrzeba, rivanolu w płynie zawsze luchnie się za dużo, a podczas okładania rany 90% płynu zostaje na gaziku :)
Rivel kupiłam z przeznaczeniem na wakacyjne wyjazdy. Niewielka tubka wydawała mi się lepszym wyborem, niż butla i zestaw gazików. Ale w praktyce wygląda to tak:
Rivel trzeba przechowywać w temperaturze pokojowej, jak większość leków. Wózkowa torba grzejąca się w pełnym słońcu na nadmorskiej plaży to kiepskie miejsce do przechowywania leków.
Przez zastosowaniem Rivelu trzeba dokładnie oczyścić ranę i ręce - bo inaczej to to by syfiarenka była jakaś, a nie odkażanie ;)
I sumarycznie wychodzi na to, że to wcale jakoś rewolucyjne w podróży nie jest.
Okład z rivanolu pozostawia rankę delikatnie wilgotną - błyskawicznie zasycha i wówczas nie brudzi już ubrań. Rivel zasycha dłużej, warstwa żelu długo pozostaje wilgotna i długo istnieje ryzyko rozsmarowania tego po ciuchach.
Kusząca jest ta forma żelu, bez szklanych flaszek i gazików, ale w praktyce to wcale jakieś wielkiej przewagi nad roztworem nie ma. Na zasadzie: co kto woli, ale bez szału.
Ja wolę tradycyjny rivanol w postaci roztworu.
Zalety
Tubka z żelem zamiast butelki z roztworem i gazików, Wydajny - nakłada się go dokładnie tyle, ile trzeba.
|
Wady
Nie jest wiele wygodniejszy niż rivanol w roztworze, stosuje się go inaczej, ale wcale nie specjalnie komfortowo, Gwint w zakrętce szybko się urwał. Nałożony na ranę dłużej schnie - przez dłuższy czas istnieje ryzyko ubrudzenia ubrania.
|