Do dziś pamiętam Święta Bożego Narodzenia w 2003 roku. pojechaliśmy do mojego dziadka na wieś. Tam córka bawiła się z kotami. Po jakiś 2 godzinach widzę na rekach jakieś dziwne krosteczki; więc kot poszedł w odstawkę, umyliśmy rączki itd.
Córka poszła spać a my z narzeczonym na mały spacer. Wracamy a mała siedzi dalej z kotem i ma już krostki na buzi. Dziadek dostał opiernicz. Ja rozbieram dziecko, znów myję zmieniam ubranka a tam już brzuszek plecki wszytko zkroszczone.
Pojechaliśmy na pogotowie bo córka dostała gorączki. Tam dostała hydrokortizon i lekarz przepisał fenistli w żelu i kroplach.
Nie pamiętam ile wtedy tych kropli dostawała i jak długo ale pamiętam, że już po pierwszej dawce krostki się nie rozchodziły a po 3 dniach już znikły.
Potem podawaliśmy te krople jak tylko dziecko gdzieś zbliżyło się do kota i pojawiały się krosteczki i zawsze skutkowały.
Najwidoczniej tak na nią działał sierść.Obecnie ma 8 lat i nie ma stwierdzonego uczulenia na koty, bawi się z nimi i nie ma żadnych krostek.