O kurcze, co za książka :)
Sięgnęłam po nią, bo nie mogłam nie sięgnąć. Po przeczytaniu kilku poradników by Tracy Hogg czy Superniania nabrałam do nich dystansu, a z czasem wręcz wstrętu. Uświadomiłam sobie, że chociaż nigdy nie stosowałam żadnych książkowych metod wbrew swoim przekonaniom czy intuicji, to jednak czytanie tych wszystkich "dobrych rad" zakłócało mój wewnętrzny spokój i zasiewało ziarnko zwątpienia co do tego, jak wychowuję córkę. Podcinało skrzydła mojej intuicji.
A ja sobie lubię pospać z dzieckiem, wytulić je do oporu, głaskać, masować, być przy nim. I szczerze mówiąc o wiele przyjemniej mi się to robi, gdy nie mam nad głową tekstu, że jest to "skrajny przykład przypadkowego rodzicielstwa" ;)
Tak przy okazji: nie uważam że metod np. Tracy Hogg za złe. Ale ten jej poradnik to bardziej dla wychowawczyń w żłobku/przedszkolu jest pisany, niż dla mam. Poprawny, bez wypłakiwania, bez agresji wobec dziecka, ale jednocześnie jakiś taki pozbawiony rodzicielskiego uczucia. Tak, dla żłobkowych opiekunek - idealny. Myślę, że jak ktoś się do tych książek zdystansuje, to podobnie je oceni.
Ale wracając do meritum.
Książkę "W głębi kontinuum" kupiłam, ponieważ wyraża się w niej pochwała matczynej intuicji. Chciałam przeczytać coś, co jest w opozycji do poradników dających instrukcje "rozgryzienia, roztrzaskania i zmodyfikowania pod linijkę" charakteru i zachowania dziecka.
Książka ta jest z opowieścią o kilku podróżach autorki do wenezuelskiej dżungli, gdzie żyła wśród Indian z plemienia Yequana. Indianie ci nie mieli zbyt dużego kontaktu ze światem cywilizowanym, więc pewnie i poradniki Tracy Hogg i Doroty Zawadzkiej do nich nie dotarły ;) Swoje potomstwo wychowują więc "na intuicję". Jak bardzo różnią się ich dzieci od naszych - można dowiedzieć się z kart książki. Autorka opisuje zachowanie rodziców, dzieci, interakcje między nimi, ich życie codzienne. Nie jest to jednak suchy reportaż - całość jest okraszona komentarzami, interpretacjami itd. .
Wątków jest kilka, jednak zasadniczo wszystko kręci się wokół bliskości mamy i dziecka. Mamy noszące dzieci w chustach mogą być miło połechtane. Te które uporczywie walczyły o to, by noworodek spał w swoim łóżeczku i spędzał tam jak najwięcej czasu zajmując się sobą - mogą po przeczytaniu tej książki mieć wyrzuty sumienia ;) Lojalnie uprzedzam: ta książka jest w kompletnej opozycji do książek Tracy Hogg, o ferberyzacji nawet nie mówiąc. Ta książka zainicjowała nurt rodzicielstwa bliskości, nurt wychowania "intuicyjnego" - ona musi być wymowna i taka jest, bez tego by takiej rewolucji nie poczyniła :)
Sympatycznie jest poczytać coś, co jest zupełnie odmienne niż reszta książek wypełniających księgarskie półki.
Zalety
Książka-legenda, leżąca u podstaw rodzicielstwa bliskości, Pochwala matczyną intuicję, Idealna dla mam noszących dzieci w chustach, śpiących z maluchami itd. - bo zgodna z ich ideologią ;) Zupełnie inna niż reszta książek o wychowaniu, można poczytać z czystej ciekawości.
|
Wady
Myślę, że dla niektórych zupełna "inność podejścia" może być szokiem ;)
|