Pisząc recenzję tej lali będę ją porównywac znowu do lalki Chou Chou Rock a bay zrecenzowanej przeze mnie poprzednio, bo tak łatwiej mi uchwycić tzw. "sedno sprawy" :)
Testując różne lalki Chou Chou przekonałam się, że nawet dla tak małego dziecka jak moja córa (niecałe 18 miesięcy) owszem ważna jest forma ale dużo ważniejsza jest treść. Ta lala i Chou Chou Rock a bay - z wyglądu identyczne, gabaryty takie same, tylko funkcje zupełnie różne. I o te funkcje tutaj chodzi, bo okazało się że wygląd lalki jest nie ważny bo liczy się to w jaki sposób lalka "domaga" się, czy absorbuje uwagę dziecka.
Lala Rock a bay swoim zachowaniem wywołuje podstawowe ludzkie odruchy, nawet u małego dziecka, któremu świadoma zabawa w "mamę" jest jeszce obca, włącza zakodowane gdzieś w tyle małej główki zachowania - jak płacze to przytulić, jak śpiąca to ululać, jak jest głodna to dać butelkę i każda czynność dziecka włacza automatycznie nastepną reakcję lalki i to powoduje że dziecko chce się bawić taką lalką, a "opieka" nad nią staje się jakby codziennym nawykiem.
U lalki "Mamo jestem chora" tego nie ma. Nic nie jest ze sobą powiązane. Lalka posiada kilka "funkcji" ale są one odizolowane od siebie i nie sa reakcją na wykonywane czynności dziecka - i tak jak się naciśnie na brzuszek to lala pośmieje się chwilę zachrypłym głosem, jak się naciśnie w okolicy serduszka to słychac jak ono bije, jak się naciśnie guzik na karku to z lalki robi się kosmiczny "ufol" i zaczyna świecić w ciemności, czyli fachowo dostaje temperatury i zaczyna płakać ciężkim głosem i tu jedyna funkcja połaczona przyczynowo - skutkowo: jak się do ust przyłoży łyżeczkę z magnesem to lala pomlaska, temperatura spadnie i zaczyna się śmiać uleczona. Tyle.
Lalka wzbudza niewielkie zainteresowanie mojej córki, myślę że na funkcje pt. "zabawa w panią doktor" jest jeszcze za mała i ich nie rozumie do końca (przyznaję, że producent podaje że to lalka dla dzieci od 3 lat, córka ma 1,5 roku). Jak lalka czerwienieje to córka patrzy ze zdziwieniem, owszem spodobało jej się przykładanie łyżeczki do buzi, mlaska wtedy razem z lalą, ale to jest to o czym pisałam wyżej. Czasem też pobiega ze strzykawką i trzymając ją odwrotnie porobi wszystkim łącznie z sobą zastrzyki. Reszta akcesoriów leży nietknięta.
Nie bardzo córka rozróżnia te dwie lalki, bo wyglądaja prawie identycznie, więc nie raz ściska lalę "mamo jestem chora " i woła opa opa a lala nic :( (lala rock a bay woła wesoło opa).
Ta lala oczy ma niefunkcyjne, tzn zamykają się zawsze jak się ją kładzie, nawet jak siedzi w wózku to ma przymknięte, bo jest lekko odchylona do tyłu, rock a bay żeby zamknęła oczy to trzeba ją uśpić, co córka uwielbia,a potem pilnuje jej snu, usiszając wszystkich, w tej przestała zwracać uwagę czy lala śpi czy nie, bo lala śpi prawie zawsze i nie wiadomo dlaczego.
Z takich bardziej technicznych rzeczy to jednym z ważniejszych akcesoriów tej lalki jest łyżeczka z magnesem, która jest niewielka i wciąż gdzieś ginie, a bez niej nie wyłączy sie niczym czerwonych, świecących policzków (tzn. funkcja wyłącza się sama po ok 2 minutach nic nie robienia), trzymaliśmy przez jakiś czas łyżeczkę przyczepioną do lodówki, ale i tak wciąż ginęła.
Guzik na karku włączjacy gorączkę jest trochę ciężki do namierzenia, bo znajduje się pod samymi rzepami zamykającymi lalkę z tyłu, sama mam problemy nieraz z włączeniem, a co dopiero dziecko.
Poza tym lalka jest słabo "dopchana", przez co taka jakaś wiotka, w rękach i w nogach czuć wolne przestrzenie (rock a bay jest wypchana "na maxa") a ręce i nogi ma doszyte,, więc układają się w przedziwny sposób - nogi za bardzo "gibkie" dyndają we wszystkie strony, również do góry, a ręce układają się zawsze "na Pudziana".
Jak dla mnie ta lalka niewiele ma wspólnego z prawdziwą lalką funkcyjną - jest po prostu ładnym, rozkosznie wygladającym, perfekcyjnie (jak na firmę zapf creation przystało) wykonanym bobasem z bajerami. Może dla starszych dzieci byłaby ciekawsza, choć nie wiem, czy tych funcji związanych z leczeniem nie jest za mało, bo ile można naciskać guzik i przykładać łyżeczkę .
Gdyby to była pierwsza i jedyna lalka chou chou jaką poznałam pewnie byłabym nią urzeczona, bo lalka jest piękna, słodka i pełna uroku, doskonale zaprojektowana i perfekcyjnie wykonana, ale poznałam lalkę Rock a bay i w porównaniu do niej wypada niestety blado. Kupiłam tą lalkę chyba w optymalnym okresie gdy jej cena na allegro była w okolicach 85 zł (normalnie kosztuje dwa razy tyle) i myślę , że jest ona właśnie tyle warta, nie wiecej, bo traktuję ja jako zwykłego, ładnego bobasa.
Zalety
ładna, słodko i rozkosznie wyglądająca; doskonale wykonana; duża, miękka, ładnie układająca się; ma śliczne żółciutkie ubranko i misia ze zdejmowaną sukienką;
|
Wady
funcje nie związane przyzynowo skutkowo, trzeba je włączać samemu przez naciśnięcie odpowiedniego przycisku; mało funkcji, są niezrozumiałe dla małego dziecka;przycisk włączający gorączkę trudny do naciśnięcia; łyżeczka do wyłączania temperatury często ginie; niefunkcyjne oczy - lalka prawie zawsze śpi; słabe dopchanie rąk i nóg; doszyte ręce i nogi powodują że lalka jest zbyt "gibka"
|