Poduszkę mamy kilka miesięcy. Kupiliśmy ją wczesną jesienią 2010 r., bo ja strasznym zmarzluchem jestem i lubię się powygrzewać.
Głównie jak przemarznę to wygrzewam sobie stopy. Dużo szybciej się rozgrzewam niż pod zwykłym kocem. Myślę, że poducha spisałaby się świetnie przy dolegliwościach kobiecych, bolesnym miesiączkowaniu czy przy infekcji pęcherza moczowego - właśnie, żeby się dogrzać. Mąż mój ostatnio był przeziębiony. Poduchę wziął pod kołdrę, wypocił się i na drugi dzień był zdrowy.
Poduszka ma zdejmowaną, flanelowa, zieloną powłoczkę do prania. Jak się bardzo zmechaci, można samemu uszyć, albo kupić - ma standardowe wymiary. W środku biała, bawełniana poszewka i dopiero w niej znajduje się wkład grzejny. Po krótszym boku poduszka ma wyjście na kabel i częściowo widać biały wkład, jednak zupełnie to nie przeszkadza w użytkowaniu.
Poduszka miękka, nie czuć zupełnie wkładu grzejnego. Można złożyć na pół - ja właśnie tak robię i w złożoną wkładam stopy. Jest leciutka, waży ok. pół kilo. Moc ( 20 - 80 W)
Fajne w tej poduszce jest to, że ma przełącznik mocy do samodzielnego przełączania. Sami możemy regulować temperaturę ( zakres od 1-3 ) lub wyłączyć całkowicie ( 0) - bez konieczości wyłączania z prądu.
Temperatury bezpieczne, człowiek się nie poparzy.
My kupiliśmy taką samą mojemu Tacie na Gwiazdkę. Tato jest zadowolony - wygrzewa się przy nerwobólach i bólach reumatycznych.
Zalety
kilkumiesięczne, bezawaryjne działanie 2 lata gwarancji
|
Wady
|