Ciekawy produkt. Jak do tej pory maść pośladkowa kojarzyła mi się albo z gęstymi kremami z tlenkiem cynku (typu Nivea czy Sudocrem), albo z maściami tworzącymi tłustą powłoczkę ochoronną (typu Linomag). A ten krem jest zupełnie inny.
Krem ochronny Linea Bimbi zawiera tlenek cynku, ale rozsmarowuje się gładko i bez nadmiernego wcierania, komfortowo. Po nasmarowaniu skóra nie jest też tłusta, za to sprawia wrażenie zwyczajnie wypielęgnowanej, nawilżonej.
Szczerze mówiąc brakowało mi trochę takiego wizualnego i namacalnego dowodu na to, że krem jest na dupince i chroni - smarowałam nim pupkę a wcale nie było widać, że jest posmarowana ;) Ani biała, ani tłusta, ani klejąca ;)
Krem dosyć mocno pachnie - zapach ziołowy, o takiej kwaśnej nucie, raczej miły dla nosa. Za mocny troszkę w moim odczuciu: bliżej mu do rozgrzewającej maści z eukaliptusem i mentolem, niż do łagodnego kremu do okolicy pieluszkowej. Mam nadzieję, że ten zapach to w znacznej mierze efekt obecności tych wszystkich olejków roślinnych, a nie dodanych aromatów.
Co do skuteczności, to jak dotąd się nie zawiodłam, chociaż uczciwie muszę przyznać, że córka nie ma jakiś wielkich skłonności do odparzeń.
Krem ochronny Linea Bimbi to dość innowacyjny produkt, zarówno jeżeli chodzi o konsystencję, zapach, jak i samo funkcjonowanie na skórze pupki.
Zalety
Odpowiednia konsystencja, Nie za gęsty, Nietłusty, Nie uczulał, Ciekawy zapach.
|
Wady
Zbyt mocny zapach.
|